Podglądują i motywują:)

5 marca 2011

Czy to zima czy wiosna? i słodkie łakomstwo...

Dziś krótki przepis na faworki mej babci - nie tylko dla łasuchów:)

(tu udało mi się szybko uchwycić ostatni:)
Potrzebujemy:
50 dkg mąki
3 dkg masła
6 żółtek
3 łyżki kwaśnej śmietany
1 łyżka spirytusu
1 cukier waniliowy mały
cukier puder na posypkę
tłuszcz do smażenia

I ruszamy:
1. ugniatamy zwarte ciasto,
2. wałkujemy i kroimy w grube plastry,
3. wycinamy dziury w plastrach,
4. wywijamy ciasto,
5. wrzucamy na rozgrzany tłuszcz,
6. smażymy z obu stron do zarumienienia,
7. gdy ostygną posypujemy cukrem pudrem...
i wsuwamy:)!!!

Smacznego i tłustego nie tylko czwartku:)))

****
A co do łasuchowania - przyszły do mnie cudne candy niespodzianki od Helnki :



Jeszcze raz dziękuję dziewczyny z całego serca!!!
...i łapiąc te promienie słońca oraz te za oknem tak się zastanawiam... czy to zima:
 
czy to już wiosna:

Cieplusio pozdrawiam*

21 lutego 2011

Przepyszny jabłecznik babci i przesyłka:)

Ten jabłecznik jest najsmaczniejszym jaki kiedykolwiek jadłam:
Bibiś nazywa go skubańcem:)


Jak widać skubaniec:) składa się z 4 warstw:
ciemne ciacho, jabłka, piana, jasne ciacho+cukier puder
ale robi się go nie tak wolno znowu:)

Składniki:
3 szklanki mąki
niecała mała kostka masła roślinnego
1/2 szklanki cukru
5 jajek - osobno białka i żółtka
2 łyżki proszku do pieczenia
1 łyżka śmietany
3 łyżeczki kakao
1 kisiel (np: truskawkowy)
kilo jabłek
cukier puder do posypania

Przygotowanie:
1. mąkę, masło, żółtka, proszek do pieczenia i śmietanę ugniatamy
2. ciasto dzielimy na dwie części - większą część ugniatamy z kakaem, mniejszą odkładamy na później
3. kakaowe ciasto rozkładamy na wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia foremce
4. na kakaowe ciasto kładziemy obrane i pokrojone w paski jabłka 
5. białka ubijamy z cukrem na sztywno
6. do piany dodajemy kisiel i mieszamy na różową jednolitą piankę
7. różową pianę rozprowadzamy na jabłkach
8. mniejszą część ciasta wałkujemy i kładziemy na pianę
9. pieczemy ok 45 minut w temp 180-200 stopni
10. posypujemy cukrem pudrem gdy wystygnie
włola - gotowe i pyszne
bardzo, bardzo polecam:)

********
Dziś rano zapukał listonosz, a w przesyłce od Malineczki74:


Nom szykuje się lekturka nie tylko dla mnie, ale i całej rodzinki:)
Książeczka jest od lutego w księgarniach, a w maju wyjdzie jej druga część.
Kochających czytac zapraszam na blog Malineczki - gdzie znajdziecie ciekawe recenzje.
...i dziękuję za wspólną zabawę i papierowe cudeńko
Szczęście sprzyja candi-zjadaczom:);)

13 lutego 2011

Walentynkowo i wkońcu moja pierwsza karteczka po przerwie:)

W ten walentynkowy czas i nie tylko,
 życzę Wam dużo miłości (partnerskiej, siostrzanej, matczynej...),
 żebyście w nią wierzyli, pielęgnowali ją w sobie i doceniali.

Oto drewniane małe dzieło ze znanym motywem. Motyw ten spodobał mi się już lata temu. Postanowiłam wtedy, że kiedyś sobie takie cudo kupię i udało się... za 45zł w budce przy Kauflandzie (też parę lat temu, więc teraz by pewnie więcej kosztował). Niestety autor nieznany:( Może ktoś z Was mi podpowie skąd (od jakiego artysty) pochodzi ten motyw?


Nom i jest - moja pierwsza mini praca od 3 miesięcy, a może i dłużej! Jak widzicie nadal muszę się oszczędzać, więc nie szaleję. Motywacją do zrobieni karteczki była oczywiście bliska mi osoba... i choć walentynek nie obchodzimy (ja preferuję słowiańskie święto miłości, czyli tzw. "wianki", a mąż broni się przed komercją:) to po prostu poczułam taką wewnętrzną potrzebę zrobienia czegoś od serca:)


Rzadko jestem dumna ze swoich prac - najczęściej ograniczam się do zadowolenia. Ale z tej karteczki jestem bardzo dumna... trochę taka wiktoriańska... odzwierciedla wszystko czym się w sztuce ostatnio interesuję... co mnie w designie kręci:) Nom i robiona na twórczym głodzie:) Tu w innym świetle:


3 kolorki: biel, turkus, miedź w różnych odcieniach; troszkę serduszek, kwiatków, falbanek, stępelków i guziczek:) Motywy z tej stronki. Peninko - czy poznajesz narożniki? To te od Ciebie na powitanie, gdy zaczynałam blogowanie - ach, kiedy to było?:)))) A dla wątpiących, że jest to karcia walentynkowa jeszcze tył i środek:


Dodatkowo karteczkę tą zgłaszam na konkursy w:


W tym roku przegapiłam 31 stycznia, czyli Między-narodowy Dzień Przytulania się:) A kto na tym ucierpiał najbardziej? Nom oczywiście, że mój pimpuś ze zdjęcia:)) Bra piesio to największa pieściocha jaką znam:) Gdy dostanie, jak ja to mówię, "napadu LOVE, LOVE" to nie odejdzie i przez pół godziny trzeba wszędzie drapać, głaskać i przytulać. Godzinami leży przy mnie - wpatruje się mi w oczy i wtula. W ogóle to ostatnio bardziej mnie pilnuje, dba o nas na swój sposób - grzeje mi stópki, pociesza... i jak tu go nie kochać?:)

*******
na koniec dwa free images z tej stronki, które wpadły mi w oko:
Może Wam też się spodobają:)

11 lutego 2011

Ptasie mleczko mniam mniam:)

W oczekiwaniu na wiosnę tak ptasiowo się zrobiło na waszych blogach. Ja rano po otworzeniu okna po raz pierwszy w tym roku usłyszałam śpiew ptaków... toteż dziś przepis na szybkie, zimne i bez pieczenia ptasie mleczko serowe:)


Potrzebujemy:
- 4 waniliowe serki homogenizowane
- 1 galaretkę cytrynową
- 1 galaretkę pomarańczową
- ok 400ml śmietanki 30%
- 3 łyżki cukru pudru
- 2 łyżki żelatyny
- paczkę biszkoptów
- puszkę brzoskwiń w syropie

Przygotowanie:
1. Wykładamy tortownicę biszkoptami:
2. galaretkę cytrynową rozpuszczamy w szklance wrzątku i studzimy,
3. ostudzoną galaretkę mieszamy z serkami i połową brzoskwiń pokrojoną w kostkę:
4. wykładamy masę serową na biszkopty i trzymamy 20 minut w lodówce,
5. rozpuszczamy żelatynę w 1/2 szklanki wrzątku i studzimy,
6. śmietankę ubijamy z cukrem pudrem i łączymy z ostygniętą żelatyną:
7. masę śmietankową kładziemy na masę serową,
8. na wierzch wykładamy resztę brzoskwiń pokrojoną w paski:
 9. zalewamy zchłodzoną galaretką pomarańczową, na chwilę do lodówki
 i gotowe:)

Uwagi:
- galaretki i żelatynę najlepiej porozpuszczać na samym początku aby szybko wystygły,
- masę serową wlać na biszkopty gdy trochę zgęstnieję - aby biszkopty nie wypłynęły,
- temperatura wszystkich składników musi być taka sama - aby nic się nie zważyło,
- galaretkę pomarańczową wlewać bardzo powoli i ostrożnie po ściance tortownicy,
- ciasto znika w zastraszającym tempie:)

*******
Czas się pochwalić wygranym candy u Eight.
Paczuszka przyszła w czwartek i nie łatwo było ją otworzyć, a w środku:
po pięć sztuk z każdego kolorku:)
dziękuję!!! Nic tylko brać się do skrapowania:)
A, że czujemy się już lepiej i nawet sprawnie poruszam się po domku,
to niedługo coś scrapnę:) oby tak dalej... oby jeszcze lepiej...

9 lutego 2011

Parę szybkich pomysłów kulinarnych i linki:)

Jak wiecie uwielbiam w kuchni drogę na skróty, dlatego mym guru jest Nigella Lawson (inne linki do jej wszystkich książek kucharskich na lewym pasku pod hasłem "Przepisy na Smakołyki"). Mój ulubiony przepis to deser-tiramisu Nigelli dosłownie w 4 minuty:):

1. włączamy wodę na kawę.
2. nakładamy do pucharka lody waniliowe
3. parzymy mocną kawę - wystarczy 1/4 szklanki
4. wlewamy kawę na lody:)
5. wkładamy 3 biszkopty, można polać sokiem malinowym lub czekoladą (ten podpunkt jest obcjonalny i panuje pełna dowolność składników:)
i włola - deserek gotowy:))))

Inną szybką pychotkę kawową znalazłam u Tomka i Klaudyny
Potrzebne:
- kawa rozpuszczalna
- mleko
- syrop barmański o smaku miętowym/ a ja wolę likier amaretto
- ew. cukier/ ja lubię brązowy :)

Podgrzewamy mleko, lekko słodzimy, wlewamy do 3/4 wysokiej szklanki, następnie spieniamy, wlewamy powoli 5 łyżeczek syropu, zaparzoną kawę wlewamy ostrożnie, żeby nie zmieszać całości.
/fotka i część przepisu z powyższego bloga/

Ostatnio zwróciłam też uwagę na przepisy z programu rewolucji na talerzu.
np. wkółko robimy tą samą pomidorówkę, więc możeby ją trochę zmienić
KREM Z POMIDORÓW I PAPRYKI


SKŁADNIKI
½ kg pomidorów
3 czerwone papryki
2 gałązki tymianku
4 ząbki czosnku
1 mała cebula
½ l zimnej wody
odrobina oliwy do smażenia
50g prażonych pestek dyni
3 łyżki bryndzy
szczypta płatków chilli

Paprykę myjemy, przekrajamy na pół i układamy na wyłożonej folią aluminiową lub papierem formie do pieczenia. Pomidory kroimy w ćwiartki i wrzucamy do drugiej formy. Do pomidorów dodajemy niedobrane ząbki czosnku i połowę listków tymianku. Paprykę i pomidory wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 230 stopni na 30 minut. Paprykę na górze pomidory na dole. Skórka papryki po upieczeniu powinna być mocno przypieczona, wręcz czarna. Jeżeli po 30 minutach skórka nie będzie przypieczona, zostawiamy paprykę na kolejne kilka minut. Cebulę kroimy w kostkę i szklimy na odrobinie oliwy, zalewamy wodą. Upieczoną paprykę i czosnek obieramy ze skórki, dodajemy do bulionu razem z pieczonymi pomidorami. Doprawiamy płatkami chilli, solą, pieprzem i resztą listków tymianku. Podgrzewamy aż do zagotowania. Miksujemy. Pestki dyni prażymy. Zupę podajemy z uprażonymi pestkami i bryndzą.
Tradycyjna porcja zupy pomidorowej to 225 kcal, ta wersja 127 kcal.
/przepis z tej stronki/

Heh, ta ostatnia dana napewno Was bardzo interesuje drogie Panie. Zauważyłam, że mnóstwo kobiet, kupując produkty patrzy głównie na cene i wartość kaloryczną. Nom ja patrzę głównie na skład, bo tak już jestem nauczona od najmłodszych lat. Tu polecam program "wiem co jem". Nom i patrzę na miejsce produkcji, bo wspieram akcję:

*****
A teraz z innej beczki - oto link, gdzie możecie się pobawić i przerobić piosenkę "Barbara Streisand"http://www.gobarbra.com/hit/new-8b4d22b42cf85bef4b16a2db8727057e

I jeszcze kwiatki od stęsknionej wiosny Rene:

ja też już ciut tęsknię:)
Jak widzicie mimo swojej niemocy chętnie Was odwiedzam:) cieszę się również, że liczna moich obserwatorów stale rośnie - to bardzo motywujące:) Pozdrówcia*

4 lutego 2011

Mój głos w sprawie homeopatów

Kochane - nie wierzcie w medialny bełkot, że homeopaty to cukierki. Ja, moja rodzina i bliscy (których przekonałam do spróbowania) zapewniamy, że działają. Homeopaty są tańsze, bezpieczniejsze i skuteczniejsze od tradycyjnych środków farmakologicznych! Wystarczy stosować się do trzech zasad:

1. Konsultuj się ze światłym lekarzem - nie kupuj na własną rękę mimo, że są bez recepty.
2. Trzymaj dyscyplinę - bierz według zaleceń w odstępach co do godziny, czasami minuty (jak hormony) inaczej nie zadziałają.
3. Nie przerywaj kuracji gdy się już dobrze czujesz, bo się uodpornisz na dany homeopat i następnym razem nie zadziała tak jak powinien.

Na dowód ich skuteczności parę przykładów z mojego życia. Jako dziecko bardzo chorowałam i lekarze szpikowali mnie antybiotykami, zastrzykami itp. W końcu w wieku 8 lat mój organizm się zbuntował - uczuliłam się na większość leków, uodporniłam na zastrzyki i odrzuciłam antybiotyki, a mój wyjałowiony układ odpornościowy padł. Już ledwo kontaktowałam, gdy, dzięki opaczności, mama znalazła światłego jak na lata 80te lekarza, który postanowił wyprowadzić mnie z tego stanu wyłącznie homeopatami. Oczywiście dawki były duże, bo i stan poważny - na początku brałam co 15 minut, po 2 godzinach co 20 minut itd. - nawet w nocy - więc parę nocek z mamą zerwałyśmy:) Ale wszyscy (nawet pani doktor) byliśmy zaskoczeni jak szybko wróciłam do siebie. Od tamtego czasu z każdej infekcji wychodziłam na witaminkach, odpowiedniej diecie i homeopatach, a już po 2 latach całkowicie odbudowałam swój układ odpornościowy i przestałam chorować:)

Nie tak dawno zachorowałyśmy z koleżanką w tym samym czasie na tą samą grypę (jedna od drugiej:) - ona wyzdrowiała po 2 tygodniach na tradycyjnych lekach, a ja po 4 dniach na homeopatach, witaminkach i jednym środku przeciw-zapalnym. Koleżanka skarżyła się, że wzięła 2 serie, bo pierwszy antybiotyk nie zadziałał - co się często zdarza bo NFZ nie chce sypać kasą na to na co powinien - czyli badanko na jakie grupy antybiotyków pacjent jest odporny - przed ich zapisaniem.

Owszem homeopaty nie są lekami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, gdyż nie mają w swoim składzie leczniczych środków farmakologicznych. To dlatego, że homeopaty działają na innej zasadzie niż leki. Są one "mini-szczepionkami", które bardzo pobudzają nasz system odpornościowy do walki z danym intruzem w określonej strefie organizmu. Są "mini", ponieważ pomagają doraźnie, a nie uodparniają długi czas - jak tradycyjna szczepionka. Musicie też wiedzieć, że homeopaty świetnie uzupełniają i wspomagają leki konwencjonalne. Więcej o nich i o sceptycyzmie wobec ich możecie sobie poczytać TU.

Ciekawe komu tak naprawdę zależy na kompromitacji homeopatów i zniechęceniu pacjentów do ich kupna:P. Na pewno najłatwiej jest wykorzystać szum medialny oraz brak doświadczenia dziennikarzy i redaktorów. Ja mam nadzieję, że tym postem daję wam cosik do przemyślenia, a może pomogę komuś z was albo z waszych bliskich wrócić do zdrowia. Ten sam pościk wklejam w zakładkę Alergia i zapraszam do dyskusji - może się jeszcze czegoś od was dowiem:)

A tymczasem zdróweczka życzę.
Wasza Edzia

1 lutego 2011

Co wy na decoupage na paznokciach?:)

Oto efekt mojego wędrowania po youtube... taka ciekawostka czyli decoupage paznokci:



Pod hasłem: "nail decoupage" znajdziecie wiele innych ciekawych pomysłów. Kiedyś napewno się skuszę i pokażę efekt na blogu - fajnie gdybyście zrobiły to samo. Najtrudniej bedzie chyba wyciąć serwecie w kształcie paznokcia - ale pokombinować można:) Wkońcu nie ma to jak sztuka użytkowa:)
*******
A oto karteczka - prezent od Domiji, która ma niezwykłe fotki na swoim blogu:

******
Po długiej przerwie w blogowaniu (ok 3 miesięcznej) dopadł mnie candy-holizm:P za co z góry przepraszam:). Czuję się już lepiej i mogę spędzać ciut czasu z laptopikiem na kolankach, dlatego też podziwiam wasze prace i wczytuję w przepisy kulinarne. Do powrotu do mojego warsztatu i kuchni jeszcze długa droga, ale jestem:) i pozdrawiam*

26 stycznia 2011

I should be so lucky...

Odwiedziny u Terry skłoniły mnie do rozmyśleń na temat szczęścia. Gdy miałam latek 4 poszłam z babcią na spacer nad fontannę. Dzień wcześniej znalazłam cztero-listną zasuszoną koniczynkę w kalendarzu u mamy, więc gdy zobaczyłam kępę koniczynek, tryskająca woda i pobliska ławeczka poszły w odstawkę:) Rzuciłam się na kolana, a zielenina wręcz fruwała.. i tak przez około 2 godziny, aż babcia straciła cierpliwość i za rękę do domu. Zawiedziona bezowocnymi poszukiwaniami szczęścia, wodziłam noga za nogą, aż tu nagle... jest - cztero-listna przy mej stopie!!! Radości nie było końca, mimo że koniczynka nie przetrwała drogi do domu:) Ze szczęściem jest tak jak w mojej historii - jest gdy go nie szukamy (bo gdy szukamy to czy czasem nam go nie brak?), a gdy go mamy to często nie doceniamy. Szczęście jest bardzo względne i zależy od naszego nastawienia. Niektórzy mówią, że "w życiu piękne są tylko chwile". Dla mnie szczęście to zdrowie, rodzina i stabilność finansowa, czyli takie poczucie bezpieczeństwa. Jasne, że gdy np: wygram w Candy, to mówię, że "mam szczęście" - ale tak naprawdę to tylko radość.


Jestem bardzo praktyczną osobą. Kultywuję przesądy, ale jako wspaniałe dziedzictwo naszej kultury, a nie coś w co wierzę. Nie mam również amuletu szczęścia, natomiast uwielbiam się otaczać przedmiotami, które mają dla mnie dużą wartość emocjonalną. Są to zazwyczaj rzeczy mi darowane, które dają mi ciepłe wspomnienia, pozytywną energię i nadzieję, że to w co wierzę się spełni. Przez długie miesiące nosiłam kokardkę ze ślubu w torebce, nigdzie się nie ruszam bez swojego pierścioneczka, zawsze mam zdjęcia bliskich w portfelu, a w domu mnóstwo innych takich "talizmanów", w które wgapiam się, myśląc o pomyślności w konkretnych kwestiach - bo przecież nie o wszystkim decydujemy my sami:) Takim najnowszym talizmankiem jest powyższa urodzinowa karteczka:). A tak poza tym, uwielbiam liczby: 13 i 5, bo przyniosły mi dużo dobrego w życiu. Boję się wróżek:P Jestem zodiakalnym Koziorożcem i typową Edytką. Mam pewne znamię - tajemniczo symetryczne, przenoszone z pokolenia na pokolenie, z którego jestem dumna, a w życiu bardzo polegam na swojej intuicji, więc jest w nim ciut magii:)
I WAM ŻYCZĘ TEJ MAGII I SZCZĘŚCIA.
 Wasza Edzia:)

29 grudnia 2010

Szybki sernik z owocami:)

Jak wiecie, nie lubię się w kuchni męczyć, ale uwielbiam jeść i czasem gotować, więc dziś dla Was ekspresowy serniczek teściowej:)


Składniki to:
-herbatniki (2 opakowania bebetek na średnią blachę)
- wiśnie w zalewie (albo brzoskwinie - są dużo tańsze:) - ok 600 ml
- 2 jaja
-2/3 szklanki cukru
- 4/3 torebki cukru waniliowego
- sól - szczypta
- 1 kg twarogu (taki kupny gotowiec na serniki najlepszy:)
- sok i skórka otarta z 1 i 1/2 cytryny
- 1 torebka budyniu waniliowego lub śmietankowego
- trochę cukru pudru na przysypkę

To Panie do dzieła:
1. foremkę wysmarować masłem i ułożyć herbatniki
2. odsączyć wiśnie (lub inne owoce) i ułożyć na herbatnikach
3. białka ubić na sztywno z cukrem, cukrem waniliowym i solą


4. twaróg zmiksować z sokiem z cytryn, ich skórką, żółtkami i budyniem w proszku


5. połączyć masę twarogową i ubite białka delikatnie ręką - tak by powstała pulchna i miła w dotyku masa:)


6. masę rozprowadzić w foremce

7. piec niecałe 40 min w temp. 175 stopni C (opiekać góra i dół)
SMACZNEGO!

********
Hm.. ten blog robi się powoli kulinarny (na szczęście moje prace florystyczne i kartki jeszcze w legendzie prowadzą:). Pozdrawiam cieplusio, po prawej piosenka z mojej płyty ślubnej, a na dole po obu stronach parę nowych ciekawych linków (w tym mnóstwo przepisów Nigelli:). Bawcie się dobrze na nowy rok i przez cały przyszły rok:) Do następnego kliknięcia*

27 grudnia 2010

Szybka i syta zupka oraz mega niespodzianka:)

Świąteczne obrzarstwo już za nami, ale coś do garnka włożyć trzeba (najlepiej ogrzewającego:). Zresztą czasem mamy mało czasu na przygotowanie obiadu, a w brzuchu burczy... lub po prostu nam się nie chce... Na taką ewentualność polecam zupę neapolitańską na szybko:)

Składniki na duży gar i 2 dni pychości dla 4/5 osób to:
-mrożona mieszanka warzywna (ja lubię włoszczyznę Hortexu albo mieszanki z fasolą , kalafiorem i brokułami - wszystek świetnie smakowo pasuje do siebie:)
- 3 paski topionego serka śmietankowego
- 2 kostki rosołowe
- łyżeczka jarzynki (jak ktoś nie lubi to ciut mniej soli)
- szczypta pieprzu (według gustu)
- kupny makaron - 1 paczka (świderki lub rurki pasują mi najlepiej)
PS: na zdjęciu w zupce: świderki, włoszczyzna i fasolka.

Przygotowanie:
1. Wstawiamy wodę na zupę i czekamy aż zacznie wrzeć
2. W osobnym garnku wstawiamy wodę na makaron i gotujemy go na al dente według zaleceń na paczce
3. We wrzątku dokładnie rozpuszczamy serki, energicznie mieszając (nie przestraszcie się pianki - potem zniknie)
4. Rozpuszczamy kostki i wszystkie przyprawy a następnie wrzucamy mrożonkę i gotujemy ją w zupce według zaleceń na opakowaniu (zazwyczaj 10-15 minut)
5. W między czasie odcedzamy i nakładamy makaron
6. Jak warzywka zmiękną to zupka już gotowa (wszystek zajmuje niecałe 30 min)
SMACZNEGO!!!

*********
I kolejna wielka niespodzianka, której w ogóle się nie spodziewałam. To od Dorotki:


Paczka przyszła dziś rano i zatkało mnie! Dzięki książce nie stracę kontaktu z językiem, łakocie umilą zimowy czas, a karteczka zostanie na wieczną pamiątkę:


Nie mam słów... Dorotko DZIĘKUJĘ!!! Odwdzięczę się, gdy tylko będę mogła wrócić do mojego skromnego warsztatu i cosik wydłubać z głębi serca... a wszystko ku temu dąży - jestem dobrej myśli:)
Tak bardzo wspieracie mnie, przesyłacie tyle ciepła (pięknego bo szczerego i bezinteresownego)... dla mnie jest bezcenne (i przyznaję, że pomaga:)
Ściskam mocno*

23 grudnia 2010

Życzonka na te święta i calutki 2011 rok:)

Przede wszystkim duuuużo zdrówka, pogody ducha, nadziei, miłości, ludzkiej życzliwości, odrobiny szczęścia co w życiu nam pomaga, wiecznych marzeń i celów, spokoju, ciepła, weny.. i czego tylko dusza zapragnie:) Udanych i mile spędzonych Świąt... i niech nas wszystkich gwiazdka prowadzi przez cały 2011 rok:) życzę ja-Edzia z rodziną.


**********
Mój, a raczej babciny przepis na świąteczne ciasteczka znajdziecie TU.
Przed włożeniem do piekarnika ciasteczka możecie udekorować ubitym białkiem z cukrem... to taka jakby beza na pierniku:)
Albo lukrem:
1. półtora szklanki cukru pudru rozpuszczamy w 4 łyżkach gorącej wody
2. dodajemy sok z cytryny (jeśli nie ma być zbyt słodko) 4 łyżki, lub z pomarańczy albo mandarynki (lukier będzie nieco złotawy i słodszy)
lub, wersja dla łasuchów, masą czekoladową:
1. 1/4 kostki masła rozpuszczamy na małym ogniu, dodajemy 4 łyżeczki cukru
2. dodajemy 1 czubatą łychę kakao i mieszamy
PS: Rzecz jasna lepsza jest rozpuszczona w kąpieli wodnej prawdziwa czekolada, ale czasem szkoda zachodu:P
SMACZNEGO!

****
Nom i moja chrześniaczka-księżniczka w nowym kocim i przydużym szlafroczku:

22 grudnia 2010

Świąteczne przygotowania trochę inaczej...

Od małego miałam artystyczne zadania na zbliżające się święta... zawsze wypisywałam świąteczne kartki, robiłam ozdoby, ubierałam choinkę, zdobiłam wszystkie pokoje... a w wigilijny dzień pakowałam świąteczne prezenty (czasem nawet dla siebie:) i nakrywałam (oczywiście artystycznie) do stołu.

Zawsze aż do teraz! Kartki wypisała babcia, dziadek ubrał choinkę, mama porozwieszała ozdoby z ubiegłych lat, a prezenty? Nom mój mąż dostał listę i biega za nimi od dwóch tygodni, a ja tylko na kanapie leżę i dowodzę... Pewnie wiele z Was dałoby wszystko by być na moim miejscu? Ale mi ten stan wybitnie nie pasuje!!! Z natury jestem bardzo ruchliwa i energiczna (dosłownie wtórne ADHD - dobrze, że nawet moja praca jest w ciągłym ruchu) , nom i ze świąt najbardziej lubię właśnie przygotowania.. i choć nie przepadam za generalnym sprzątaniem (co też mnie omineło:) to naprawdę głupio mi było leżeć, gdy wszyscy się wokół krzątali. Nawet pies za mopem ganiał... choć ten to woli leżeć w moich nogach:)


 I co z tego, że nie mogę i jestem usprawiedliwiona? Czuję się ciut ubezwłasnowolniona nie mogąc nawet żadnej potrawy zrobić sama, bo nie mogę dźwigać (czyt. przenosić garnków) i się siłować (a tak lubię ugniatać ciasto.. ach). Na szczęście tak Wam marudzę, bo czujemy się coraz lepiej i mogę te wszystkie przygotowanka przynajmniej obserwować. Nom i dosiadłam się dzisiaj do zaniedbanego bloga, by wreszcie wprowadzić tu ciut świątecznego nastroju.


*********
Dziękuję z całego serducha Oazie za piękne świąteczne życzonka. To
 przemiła niespodzianka... sem dłużna:)
i Wam kochani za wsparcie w komentarzach*

10 grudnia 2010

Pochwalę się i przeproszę...

Kochane, wpadam dosłownie na chwilę, żeby pokazać Wam
ile radości sprawiło mi wygrane candy u Moniki.
(to z lewej to moje kolanko:)
Monisiu zaszalałaś - już planuje mega decu-prace z serweciami od Ciebie:) i scrapy też:)
Na uwagę zasługują bombkowe kolczyki - te na środku foci:)
A teraz czas na przeprosiny dla wszystkich moich stałych czytelników!
Niestety moja kondycja zdrowotna na długie tygodnie mnie unieruchomiła,
a moja aktywność scrapowo-decoupagowa spadła do zera
 i musi poczekać...
dlatego bombeczka od Monisi będzie zrobiona dopiero na przyszłoroczne święta.
Teraz muszę skupić się na tym co dla mnie najważniejsze
 - ŻYCIU I ZDROWIU...
na szczęście mogę polegać na najbliższych i myślę, że na Was też:)
Nie martwcie się - jestem fighter i daję radę
- ogólnie wszystko mknie ku dobremu
i wierzę, żę tak już będzie:)
Bloga nie zawieszam - od czasu do czasu tu wpadnę
i jakiś ciekawy pomysł z gazetek,
albo kulinarny w miarę możliwości wrzucę jeszcze przed świętami.
POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE I DO USŁYSZENIA
Wasza Edzia:)